Maska

    

饾晞饾晵饾暏饾暅饾晵

                                                                                                Autor: Ciko

              ___________________________________________________________
              ___________________________________________________________



W dniu osiemnastych urodzin Darii bowiem tak si臋 ona nazywa艂a, jej rodzinna wioska zosta艂a najechana przez barbarzy艅c贸w. Ona oraz jej rodzina zd膮偶y艂a uciec z miejscowo艣ci, ale musieli si臋 rozdzieli膰, dlatego te偶 znajduje si臋 aktualnie sama w karawanie, by dojecha膰 do Inysu — pa艅stwa, w kt贸rym maj膮 si臋 oni wszyscy spotka膰 i rozpocz膮膰 nowe 偶ycie. Z艂e my艣li i zm臋czenie ucieczk膮 sprawi艂y, 偶e zd膮偶y艂o si臋 jej przysn膮膰 w trakcie jazdy. 

     ___________________________________________________________


— Wybacz mi, ale nie mog臋 pani wie藕膰 w niesko艅czono艣膰. — Odezwa艂 si臋 wysoki i przygn臋biony g艂os, kt贸ry przerwa艂 sen pasa偶erki. 
— Czy m贸g艂by pan powt贸rzy膰? — odpowiedzia艂a dziewczyna zaspanym tonem, ziewaj膮c w trakcie wypowiedzi. Przyjrza艂a si臋 bli偶ej kierowcy drewnianego wozu, bowiem wcze艣niej nie mia艂a okazji ze wzgl臋du na to, 偶e zakrywa艂 swoj膮 twarz pod drewnian膮 mask膮. Spodziewa艂a si臋 kogo艣 lokalnego i starszego, a ch艂opak wygl膮da艂 na osob臋 m艂odsz膮 od niej i niewywodz膮c膮 si臋 z tutejszych teren贸w. 
— Albo p艂acisz, albo wychodzisz — stwierdzi艂 stanowczym tonem w jej stron臋. 
— Nie mam, czym wi臋cej zap艂aci膰, zatem chyba si臋 b臋dziemy musieli po偶egna膰 — odpar艂a kr贸tko i wysz艂a. 
— Powodzenia w dalszej podr贸偶y. — U艣miechn膮艂 si臋 szczerze. Nim zd膮偶y艂a zareagowa膰, to bryka ju偶 znikn臋艂a za horyzontem. Mog艂a z daleka jedynie us艂ysze膰 g艂uchy stukot koni i ujrze膰 machanie karawaniarza na po偶egnanie. 

Podr贸偶niczka rozejrza艂a si臋 wok贸艂 siebie. Noc wcale nie u艂atwia艂a orientacji w terenie, ale nie wymaga艂o to od niej wiele sprytu i spostrzegawczo艣ci, 偶eby si臋 domy艣le膰, 偶e znajdowa艂a si臋 w lesie nieopodal g贸r Avaloru. Bystry i spontaniczny umys艂 pozwoli艂 jej szybko wymy艣li膰 drog臋, kt贸r膮 b臋dzie mog艂a szybko i bezpiecznie dosta膰 si臋 do najbli偶szego miasta. Przechodz膮c przez rzek臋, a nast臋pnie id膮c przed siebie, powinna by膰 dolina, na kt贸rej znajduje si臋 wschodni trakt prowadz膮cy prosto do Ilvesery — miasta granicznego, w kt贸rym b臋dzie mog艂a szuka膰 schronienia i pomocy. Ca艂a droga powinna potrwa膰 oko艂o dw贸ch tygodni. Spr贸bowa艂a przej艣膰 przez rzek臋 na pniu, kt贸ry le偶a艂 mi臋dzy jednym a drugim brzegiem. Drewno nie okaza艂o si臋 jednak by膰 wystarczaj膮co mocne i za艂ama艂o si臋 pod jej stopami w niespodziewanym momencie, a ona sko艅czy艂a w wodzie. Nic si臋 jednak takiego z艂ego przecie偶 nie sta艂o, tylko ubrania zmokn膮. Zestresowa艂a si臋 w tym momencie, gdy zrozumia艂a, 偶e wartki nurt strumienia prowadzi艂 do wodospadu. Nie mog艂a si臋 jednak podda膰, nie mog艂a zgin膮膰 w taki g艂upi spos贸b, prawda? Pr贸bowa艂a jak najszybciej dop艂yn膮膰 do brzegu, jednak偶e jej pr贸by na niewiele si臋 zda艂y. Kiedy znajdowa艂a si臋 blisko spadku — zamkn臋艂a oczy. Czu艂a ciep艂o i dziwne poczucie bezpiecze艅stwa oraz spokoju, kt贸rego nie mog艂a zazna膰 przez to wszystko, co si臋 wydarzy艂o dnia jej urodzin. Ku jej zaskoczeniu — po otworzeniu oczu okaza艂o si臋, 偶e znajdowa艂a si臋 w 艣rodku ognistego kr臋gu na kwiecistej polanie. Obok niej le偶a艂a maska na kszta艂t lisa z wy偶艂obionymi oczami, kt贸ra wyra藕nie by艂a nadgryziona z臋bem czasu. Co艣 by艂o w niej specyficznego, nie mog艂a by膰 zwyczajna. Kieruj膮c si臋 ciekawo艣ci膮, przymierzy艂a j膮. W niespodziewanym momencie o艣lepi艂o j膮 艣wiat艂o, zas艂oni艂a swoje oczy r臋koma, a po ich odkryciu przed jej oczami ukaza艂a si臋 kobieta w podobnej masce, do tej kt贸r膮 nosi艂a.


— Cze艣膰… — powiedzia艂a zamaskowana przyjaznym tonem, wr臋cz zapewniaj膮cym o jej dobrych intencjach. Daria si臋 odsun臋艂a na bezpieczn膮 odleg艂o艣膰, a na jej twarzy wyra藕nie malowa艂o si臋 zdziwienie. 
— Kim ty tak w艂a艣ciwie jeste艣? Co to ma wszystko znaczy膰? — zapyta艂a, domagaj膮c si臋 jakichkolwiek wyja艣nie艅, przy tym wskazuj膮c na kobiet臋, a nast臋pnie wymachuj膮c mask膮. 
— Nazywam si臋 Keira i jestem bogini膮 r贸wnowagi 偶ywio艂贸w, kt贸ra w艂a艣nie ci uratowa艂a 偶ycie — rzek艂a do艣膰 oficjalnie, jednak w takich sprawach raczej si臋 nie 偶artuje — …spokojnie, jednak nie jestem zdziwiona, 偶e mnie nie kojarzysz. M贸wi膮c delikatnie, zosta艂am do艣膰 zapomniana przez ludzi. Mo偶liwe, 偶e moje b艂ogos艂awie艅stwo po prostu nie daje tyle korzy艣ci i mocy w por贸wnaniu do tego, co zapewniaj膮 inni bogowie, ale no c贸偶. Nie o tym jednak… Jestem ci wdzi臋czna, 偶e mnie uwolni艂a艣 z tego artefaktu, zatem chcia艂abym si臋, w jaki spos贸b odwdzi臋czy膰. W czym potrzebujesz pomocy?

— Niezaprzeczalnie, jest to jedna z moich najdziwniejszych sytuacji w 偶yciu… Nie b臋d臋 jednak ukrywa膰, 偶e ch臋tnie skorzystam z pomocy. Zaprowadzi艂aby艣 mnie do Ilvesery? Zgubi艂am si臋 kompletnie, a zreszt膮 te tereny s膮 do艣膰 niebezpieczne. 
— O, okej. Nie brzmi to jak nic trudnego. W tamt膮 stron臋! —  Wskaza艂a palcem, po czym zacz臋艂a i艣膰 w tamt膮 stron臋. Daria pod膮偶y艂a za ni膮.
     Cisza trwa艂a przez jakie艣 pierwsze dziesi臋膰 minut drogi. Osiemnastolatka jedynie rzuca艂a na bogini臋 przenikliwe spojrzenia, nie do ko艅ca b臋d膮c ufna ca艂ej sytuacji. Rozumia艂a, o co chodzi, ale nie do ko艅ca to do niej dociera艂o. 
— Nie musisz si臋 ca艂y obwinia膰, s艂o艅ce — powiedzia艂a zamaskowana opieku艅czym tonem, przerywaj膮c milczenie. 

— Sk膮d ty o tym tak w艂a艣ciwie wiesz? — zapyta艂a dziewczyna. Keira uzna艂a to za pytanie retoryczne, wi臋c nawet nie pr贸bowa艂a odpowiada膰. Ona sama chwil臋 p贸藕niej zd膮偶y艂a si臋 domy艣le膰, przecie偶 jest wszechwiedz膮ca jako bogini. — Nie jest 艂atwo, mam wra偶enie, 偶e ten najazd nie wydarzy艂 si臋 bez powodu w moje urodziny. Czemu tak w艂a艣ciwie ci臋 to tak bardzo interesuje, z pewno艣ci膮 musisz mie膰 wa偶niejsze sprawy ni偶 my艣lenie nad sprawami 艣miertelnik贸w. 
— Po prostu staram si臋 by膰 wyrozumia艂a, a ty wydajesz si臋 do艣膰 zagubiona. 呕eby to te偶 nie zabrzmia艂o 藕le, nie wywy偶szam si臋 nad tob膮, tylko wiem, 偶e osiemna艣cie lat to bardzo trudny dla was ludzi wiek na Ziemi. — Wzruszy艂a ramionami. — Najwa偶niejsz膮 rzecz膮, kt贸ra mog艂abym ci powiedzie膰 na po偶egnanie, to, 偶eby艣 nie ba艂a si臋 pope艂nia膰 b艂臋d贸w, bo pope艂nianie b艂臋d贸w to nieod艂膮czny element nauki. Pami臋taj te偶, 偶e nie ma nic z艂ego w tym, 偶e jeszcze nie do ko艅ca wiesz, za czym chcesz pod膮… — Keira przerwa艂a zdanie, kiedy to obie napotka艂y na drodze dw贸ch 艣mia艂k贸w przypatruj膮cych si臋 kapliczce [...]

     ___________________________________________________________
     ___________________________________________________________









Komentarze